[Recenzja]Fashioning Little Miss Lonesome

Ema Tachibana jest ponurą, wysoką i samotną nastolatką. Jej życie zostaje wywrócone do góry nogami, kiedy przez przypadek widzi jak jedna z uczennic wyznaje miłość Mikiemu Hiraizumiemu- jednemu z popularnych chłopców w liceum. Niezręczna sytuacja pogarsza się gdy Miki zaczyna ścigać Emę nazywając ją swoją muzą i próbuje nakłonić dziewczynę by odwiedziła go w domu. Kiedy Ema próbuje pozbyć się kartki z adresem Mikiego, trafia na Saito- przyjaciela Mikiego i sadystę, który siłą ciągnie ja do mieszkania Hiraizumiego.  Na miejscu panowie składają dziewczynie propozycję nie do odrzucenia: Ema ma prezentować ubrania, które projektuje Miki a które ona sama przypadkowo zainspirowała. Rozpoczyna się długa i zabawna droga trójki młodych ludzi ku sławie.

Emie niełatwo zgodzić się na pomysły Saito, które mają wypromować dziewczynę i ciuchy Mikiego; nie pomaga też fakt, że ubrania które projektuje Miki można określić jedynie jako skąpe. Dodatkowo Ema totalnie nie ogarnia kontaktów międzyludzkich, potrafi przerazić kolegów z klasy samą swoją twarzą oraz ma masę kompleksów wynikających z jej dużego wzrostu. Nie wspominając już o tym, że początkowo wcale nie ma ochoty na współpracę z ekscentrycznym projektantem i zachowującym się jak yakuza samozwańczym  producentem.

W FLML mamy do wyboru dwóch facetów: sadystycznego Saito i masochistę Mikiego. Na pierwszy ogień wybrałam Saito, bo szczerze mówiąc sadystyczne postacie w otome trochę mnie już nudzą więc chciałam go sobie odhaczyć. Okazało się jednak, że sadyzm Saito polega bardziej na ciągłym wkurzeniu na głupotę Mikiego i Emy oraz na drażnieniu się z nimi, niż na byciu typowym ドS bucem. Poza tym różnica wzrostu między nim a Emą była urocza. Ogólnie nie spodziewałam się, że przypadnie mi do gustu. Mikiego polubiłam od momentu w którym się pojawił: ta przepaść pomiędzy odtrąceniem dziewczyny wyznającej mu miłość i późniejsza durna pogoń za Emą była poprostu zabawna. Miki potrafi zachowywać się głupio, gada do swojej lalki i projektuje co najmniej ekscentryczne stroje ale ogólnie jakoś pasuje mi do Emy, bo oboje są dość daleko od bycia przeciętniakami. Poza tym ich próby zostania normikami były tak totalnie z kosmosu, że tylko czekałam aż Saito ich ochrzani (i się doczekałam ofc). Dynamika między trójką głównych bohaterów diabelnie mi się podobała: miło było patrzeć jaki wpływ mają na siebie nawzajem. Na dodatek Ema jest bardzo ciekawą protagonistką: odbiega od szablonu takiej dobrej, miłej dziewczyny jednocześnie nie jest też przebojowa i popularna a raczej bardzo creepy. Dodatkowo jej przemyślenia, dziwaczne pomysły i nieogar w sytuacjach wymagających kontaktów face to face były przyczyną całej masy zabawnych sytuacji.

Fashioning little Miss Lonesome jest stosunkowo krótką grą: ukończenie trzech ścieżek ( Saito, Miki, 3P) i zobaczenie wszystkich odjechanych zakończeń zajęło mi jakieś 13 godzin. Zakończeń mamy  20 i oprócz normalnych i dobrych endingów chłopaków i 3P, wszystkie pozostałe są komiczne: od klasycznego „nie ruszyłaś tyłka  z łóżka więc przegrałaś życie”, poprzez fanfikowy bromance, grzybki-halucytki, niewypał z game developingiem czy marnym ulokowaniem oszczędności. Generalnie gra przypakowana jest humorem sytuacyjnym, żartami słownymi, parodiami postaci ze świata mody, zgrywami z poprzedniej gry Kalmia8 : Torikago no Marriage, docinkami naszej trójki milusińskich.  Właściwie przez cały czas śmiałam się z wygłupów bohaterów i komentarzy Emy a moim ulubionym gagiem było ciągnące się przez całą grę robienie z Saito yakuzy (który był tego nieświadomy). Ogólnie pod względem poczucia humoru gra błyszczy i była naprawdę fajną odskocznią od poważniejszych otome i Dies Irae ( o którym mam nadzieję wkrótce).

Fashioning Little Miss Lonesome jest drugą grą otome zlokalizowaną przez MangaGamer ale pierwszą na angielskojęzycznym rynku która zawiera sceny erotyczne. Ogólnie ero jest całkiem przyjemną vanillą bez jakiś udziwnień ale też imo nie urywają kupra i podejrzewam, że i bez scenek gra by się obroniła. Ogólnie ero w tym tytule to taki przyjemny bonus jak dla mnie. Skoro przy bonusach jestem to po zobaczeniu wszystkich zakończeń możemy pobrać drobny prezent od developerów jakim jest zbiór plików dźwiękowych których możemy użyć np w windowsie. Ogólnie to dawno nie widziałam takiego bonusa ( chyba StaSka było ostatnie) ale swojego czasu takie popierdółki były standardem.

Pod względem audiowizualnym gra prezentuje się nieźle. Soundtrack jest przyjemny dla ucha chociaż niezbyt zapada w pamięć. Pod względem graficznym to przyczepie się do tego, ze o ile projekty postaci są ładne tak już niektóre CG są trochę krzywe a Saito czasem sam siebie nie przypomina. Ale chyba zbytnio rozpieściły mnie gry od Otomate pod tym względem. Na plus za to liczę voice acting: panowie mają przyjemne dla ucha głosy a Kaibara Elena (Yokote Kumiko) która podkłada głos Emie była naprawdę świetna w graniu ponurej, dziwnej panny.

Ogólnie rzecz biorąc to polecam FLML bo jakoś tak zabawnych otome po angielsku to mamy jak na lekarstwo a miło czasem przeczytać historię gdzie bohaterowie nie dźwigają na swoich barkach losów kosmosu wraz z przyległościami. Jeśli więc chcecie się pośmiać, wyrwać z jesiennej chandry to bierzcie się za Fashioning Little Miss Lonesome a nie będziecie żałować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.