[Recenzja] Code: Realize ~Guardian of Rebirth~

Cardia prowadzi samotne życie w zrujnowanej posiadłości w Walii. Ojciec dziewczyny pozostawił ją z krótką listą przykazań których nie powinna złamać: ma nie opuszczać posiadłości i oczekiwać jego powrotu, ponieważ jest potworem, którego dotyk niszczy wszystko.

Rok 1853.

Gwardia królewska wyrusza do Walii by przetransportować do Londynu tajemniczego potwora. Potworem jest Cardia, która bez sprzeciwu pozwala się żołnierzom wyprowadzić z posiadłości. Kordon zostaje jednak zaatakowany przez złodzieja-gentelmana Arsene’a Lupina. Mężczyzna porywa Cardię mówiąc jej, że chce skraść jej serce ale w zamian spełni jej jedno życzenie. Jedynym pragnieniem Cardii jest poznać dotyk ludzkiego ciepła.

Cardia wraz z Lupinem wyrusza do Stalowego Londynu na poszukiwania ojca dziewczyny: genialnego naukowca i wynalazcy Isaaca Beckforda . Do pary dołączają genialny inżynier Impey; poszukiwany listem gończym terrorysta: doktor Victor Frankenstein;  bohater wojen wampirzych – Abraham Van Helsing a schronienia gangowi udziela ekscentryczny hrabia Saint-Germain. Na trop Cardii wpada wkrótce tajemnicza organizacja Zmierzch, która pragnie zdobyć ją za wszelką cenę.

Code: Realize jest moja pierwszą grą otome na PSVitę i po zakupie konsolki wyczekiwałam aż poczta dostarczy mi CR. I było warto chociaż przyznaję szczerze, że podchodziłam do C:R z pewną dozą ostrożności bo słysząc same pochlebne opinie na temat gry obawiałam się czy sprosta tym wszystkim zachwytom. I tym razem hajp Otome Armady nie zawiódł. W Code: Realize dostajemy nie tylko dobrą, spójną i interesującą fabułę ale też bardzo fajnych absztyfikantów z których żaden mnie nie irytował, przesympatyczną bohaterkę która nie jest jakaś wymęczoną mimozą a wszystko to okraszone pięknymi ilustracjami i bardzo dobrą muzyką.

Ale zacznijmy od dania głównego, czyli naszych pięciu kawalerów. Pierwszą ścieżką za jaką się zabrałam była historia Impeya Barbicane, któremu głos podkłada Morikubo Shoutaro (Maracass-senpai z UtaPri ❤). Impey jest genialnym inżynierem-wynalazcą i naczelnym dostawcą żartów w grze ( często jego własnym kosztem). Od samego początku Cardia mu się podoba i próbuje z nią flirtować chociaż dziewczyna (czasem nieświadomie) spuszcza go po brzytwie. Impey pragnie dotrzeć na księżyc a by tego dokonać poszukuje pewnego ustrojstwa, które zostało mu buchnięte. Ogólnie diabelnie sympatyczna postać i stosunkowo lekka fabularnie ścieżka idealna na rozpoczęcie CR.

Drugą postacią za którą się zabrałam był Abraham Van Helsing , który jest ulubieńcem sporej części mojego TL na ćwierkaczu i zdobył moje serce samym swoim wejściem ( które było imo bardzo klawe). Do miksu można dodać bardzo atrakcyjny design oraz Junichiego Suwabe który podkłada Vanowi głos. Van jest trochę samotnym wilkiem napędzanym chęcią zemsty na szefie Zmierzchu Finisie, lubi gotować i jest troszkę tsundere. Moja ukochana postać więc brak CG z pocałunkiem wywołał u mnie lekki ból.

Trzecim absztyfikantem był Victor Frankenstein (VA: Kakihara Tetsuya) : były członek Królewskiego Towarzystwa Naukowego ścigany przez prawo pod zarzutem terroryzmu. Fran jest uroczy ale potrafi przywalić fiolką z jakimś trującym paskudztwem. Poza tym bardzo pozbierany  i kochany człowiek.

Ostatnia ścieżka przed wielkim finałem należy do dość ekscentrycznego i bardzo tajemniczego hrabiego Saint-Germain (VA: Hirakawa Daisuke). San we wszystkich innych ścieżkach śledził wydarzenia spod przymkniętych oczu więc spodziewałam się, że ich otwarcie będzie oznaką, że shit hist the fan. I się nie rozczarowałam. Poza tym Saint-Germaina typowałam na psycho-yandere w grze i bardzo przyjemnie się rozczarowałam gdy okazało się, że to czego doświadczyła Cardia na początku jego ścieżki spowodowane było rozdarciem wewnętrznym  między obowiązkiem a miłością a nie zwykłym lolyandere.

 

Po ukończeniu ścieżek czterech panów mamy dostęp do samego szarmanckiego złodzieja: Arsene Lupina(VA: Maeno Tomoaki). Lupin początkowo zainteresowany jest Cardią głównie dzięki jej powiązaniom z Beckfordem, który szykuje grubszą akcję terrorystyczną, jednak bardzo szybko nawiązuje się pomiędzy nim a dziewczyną nić porozumienia, która z biegiem czasu przemienia się w głębsze uczucie. Lupin jest także pomysłodawcą wszystkich większych akcji których podejmuje się wesoła ekipa zamieszkująca posiadłość Saint-Germaina. Jak na genialnego złodzieja przystało musi mieć także swojego rywala, którym jest równie genialny prywatny detektyw Herlock Sholmes. Ścieżka Lupina ładnie zamyka także wątki pojawiające się w innych ścieżkach.

 

Jednak nie samymi absztyfikantami człowiek żyje. Na kilka słów zasługuje także heroina naszej historii: Cardia. Bardzo przyjemnie było patrzeć jak z obojętnej i dość biernej lalki zmienia się w pełnokrwistą kobitkę, która wykorzystuje nabyte umiejętności by mieć wpływ na wydarzenia, które się wokół niej rozgrywają i pomóc swoim towarzyszom. Cardia bierze też udział w wesołych przekomarzankach gangu Lupina co bardzo liczy się na plus. Ogólnie cała dynamika wesołej grupki jest kapitalna: nawet jeśli jesteśmy na ścieżce konkretnego faceta to reszta gangu nadal bierze czynny udział w akcji a nie znika gdzieś by następnie przepaść z kart historii.

Poza głównymi bohaterami mamy też barwną gamę postaci pobocznych. Oprócz wspomnianego już Sholmesa, pojawia się JKM Victoria, która jest świetną władczynią gotową na wiele wyrzeczeń w imię dobra Korony ( Vicky jest naprawdę kapitalną postacią, nawet jeśli czasem jej działania wkraczają na grunt totalnego szaleństwa). Królowej towarzyszy jej wierny rycerz Leonhardt, który jest chodzącym LOYALTY. Generalnie cała grę shipowałam Leonhardta i Victorię ( tak samo jak Cardia(*‘ω‘ *)). Do grupy Lupina dołącza także młody król wampirów Delacroix II, którego gang pieszczotliwie nazywa Dellym. Delly miał ciężkie życie ale pod wpływem działań Cardii i towarzyszy zmienia swoje nastawienie do życia. Delacroix jest chyba moją ukochaną postacią poboczną. Chcę takiego kochanego syna (*´ω`*).

Oprócz bohaterów pozytywnych (albo na ogół pozytywnych) Code:Realize oferuje nam cała gamę interesujących schwarzcharakterów poczynając od szalonego naukowca Nemo, poprzez enigmatycznego Jimmy’ego Aleistera, którego motywy bardzo długo są niejasne, poprzez równie tajemniczego szefa Zmierzchu Finisa, który nazywa Cardię swoją starszą siostrą. Niewiele w tyle pozostają członkowie jedynej organizacji, przed którą odczuwał strach Isaac: Idei. Zarówno Omnibus (co do której prawdziwej tożsamości mam pewną teorię) jak i Ginewra są interesujące, chociaż troszkę za mało o nich wiadomo. Ogólnie bardzo chętnie zobaczyłabym pozostałych Apostołów. Będąc przy postaciach wątpliwych moralnie nie można pominąć samego Isaaca Beckforda, twórcy Stalowego Londynu i jednocześnie gościa który ścigany był przez wszystkich w tej grze. I szczerze mówiąc o ile motywy nim kierujące były w pewien sposób zrozumiałe, to nie spoilerując zbytnio: chłop zabrał się za swój cel od dupy strony moim zdaniem.

Fabularnie Code: Realize jest dość ładnie złożoną opowieścią, która wykorzystuje postacie literackie jako głównych bohaterów. I chociaż połowy zwrotów akcji się spodziewałam, to grze udało się mnie przyjemnie zaskoczyć w niektórych momentów (chociażby Alesiter i Sholmes). Poza tym common route był diabelnie przyjemny a dobry common to jest coś miłego. Tym bardziej, że wesołe przygody gangu Lupina mogłabym czytać bez końca, bo jak wspomniała wcześniej grupa ma naprawdę fajną dynamikę (plus śmieszkowanie z Impeya przypominało mi nieco moją paczkę z czasów liceum). Poszczególne ścieżki są na tyle zróżnicowane, że każdy znajdzie dla siebie coś miłego i czytając CR odczuwa się, że bohaterowie mają swoje własne cele, obawy i marzenia. Także nawiązujące się pomiędzy Cardia a panami uczucia były dość ładnie pokazane i nie odnosi się wrażenia, że można by w danej sytuacji podmienić postacie i niewiele by się zmieniło. Cała gra utrzymana jest w konwencji steampunku: mamy więc wszędobylskie koła zębate, statki powietrzne i ogólnie klimat wieku pary i elektryczności.

Pod względem audio-wizualnym gra również prezentuje się bardzo ładnie. Za projekty postaci i ilustracje odpowiada Miko, którą możecie kojarzyć z nieudanego kickstartera do Moujuutsukai to Ouji-sama. Piosenki w openingu i w endingu śpiewane są przez Mao i o ile piosenka z endingu nie zrobiła na mnie dużego wrażenia tak floatable z openingu mogę zaliczyć do jednych z moich ulubionych czołówek z otome. Ogólnie muzyka w grze jest bardzo klawa i pasuje do tego co się dzieje na ekranie. Z dodatków mamy galerię CG, przegląd filmików, szafę grająca oraz niesamowicie urocze i fanserwiśne short story z udziałem absztyfikantów z gangu Lupina. I w tym momencie nie mogę się zdecydować czy bardziej podobała historyjka Vana czy Frana, bo obie były imo bardzo fajne. Bardzo miłym bajerem jest też ekran startowy gry, który zmienia się wraz z porą dnia. Do tego mamy też słowniczek, Path of Genesis ( które pozwala ominąć common route czego nie polecam bo mogą nam przepaść pojęcia ze słowniczka).

Podsumowując Code : Realize dostaje ode mnie znaczek jakości i czekam na fandysk, który mam nadzieje będzie równie fajny jak podstawka.

W następnej kolejności pojawi się prawdopodobnie tekst o UtaPri Music3 ( razem z unboxingiem Uki Uki Box) lub o Dies Irae ( które jak diabelnie mi się podoba tak po każdej ścieżce muszę robić sobie przerwę na przetrawienie jej zawartości). Kolejność może ulec zmianie bo na dniach spodziewam się Collar X Malice a w sierpniu ma wyjść SubaHibi. Po za tym jestem ostatnio strasznie niezorganizowanym człowiekiem ale to chyba nic nowego (^_-)-☆

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s