[Recenzja]Hakuoki ~Demon of Fleeting Blossom~

Styczeń 1864. Do Kyoto w poszukiwaniu swojego ojca, lekarza zachodniej medycyny, przybywa w przebraniu chłopca  Chizuru Yukimura. Błądząc nocą po ulicach obcego miasta dziewczyna natrafia na grupę  szalonych wojowników, którzy zostają pokonani przez cieszące się w Kyoto ponurą sławą Shinsengumi. Chizuru jako świadek całego zajścia zostaje zabrana do kwatery głównej Shinsengumi, gdzie dowództwo miało zadecydować o jej dalszym losie. W kwaterze głównej Chizuru dowiaduje się, że Shinsengumi także poszukuje jej ojca, który pracował dla shoguna. Dowódca Shinsengumi i jego kapitanowie oferują dziewczynie ochronę i pomoc w poszukiwaniu ojca. Wkrótce dziewczyna dowiaduje się, że jej ojciec pracował nad Wodą Życia (ochimizu), która pomagała polepszyć zdolności wojowników, jednak za cenę odczuwania niepohamowanej żądzy krwi, która kończy się utratą zdrowych zmysłów. Cały eksperyment doprowadził do utworzenia wewnatrz Shinsengumi tajnego Oddziału składającego się z Furii (rasetsu), które Chizuru spotkała pierwszej nocy w Kyoto.  Tak  rozpoczyna się historia ostatnich lat shogunatu i nierozerwalnie związanej z nim historii Shinsengumi. Fabularnie Hakuoki rozgrywa się pomiędzy latami 1864 a 1869 i obejmuje okres od wybicia się Shinsengumi po masakrze w zajeździe Ikeda’ya aż do upadku Republiki Ezo, utworzonej an Hokkaido przez ostatnich zwolenników bakufu. Głównym bohaterami są oczywiście najbardziej znani kapitanowie Shinsengumi.

Toudou Heisuke– jeden z najmłodszych kapitanów Shinsengumi, dowodził 8mą Dywizją, odszedł od Shinsengumi razem z grupą Itou. Oficjalnie zginął podczas Incydentu Aburano Koji, w grze został śmiertelnie ranny i zamieniony w Furie.Pierwsza postać której ścieżek przeszłam i szczerze mówiąc, już nie bardzo pamiętam co się tam działo poza standardową dramą związaną z rasetsu i tym, że interakcje między demonem Kazamą a Heisuke były zabawne.

Sanosuke Harada-kapitan 10tej Dywizji, posługujący się w walce włócznią. Jedyny z bohaterów, który nie wypił Wody Życia. Przyjaciel Nagakury Shinpachiego razem z którym opuścił szeregi Shinsengumi, po klęsce jaką była próba odbicia zamku Koufu. Moja ulubiona postać w grze, której zakończenie jest chyba jedynym naprawdę dobrym. Poza tym stosunkowo mało rasetsu, sporo wyjaśnia się motywów Kyo Shiranui. Poza tym Sano to totalny bro.

Saito Hajime-kapitan 3ciej Dywizji, leworęczny mistrz iai. Historycznie jeden z członków Shinsengumi, któremu udało się przeżyć okres restauracji Meiji. W grze jest bardzo oddanym Shinsengumi wojownikiem, który w zasadzie poza rozkazami nie widzi sensu życia. Po spotkaniu Chizuru jego spojrzenie na życia zmienia się. Ścieżka w której najbardziej miałam ochotę ubić Kazamę, za bycie nieuleczanym dupkiem.

Souji Okita-dowódca 1szej Dywizji, najlepszy z szermierzy Shinsengumi, nieuleczalnie chory na gruźlicę. Ma najbardziej frustrującą ścieżkę i zakończenie po którym miała ochotę złamać klawiaturę. Na pół.Gołymi rękami. Poza standardową dramą związaną z rasetsu, pojawia się braciszek Chizuru, który jest strasznie wkurzający. W złym zakończeniu można zobaczyć Chizuru w jej demonicznej wersji.

Hijikata Toshizou– zastępca przywódcy Shinsengumi Kondou Isamiego, nazywany przez swoich ludzi Demonem. Razem z Kondou stworzyli Shinsegumi, należał do dojo Kondou Shieikan. True route gry i chyba najbardziej historycznie poprawna ścieżka. Ogólnie sugeruje Toshiego zostawić na sam koniec, bo najwięcej jest tutaj spoilerów co do dalszych losów członków Shinsengumi. Najbardziej klimatyczna końcówka w całym Hakuoki, głównie przez ostatnią walkę Kazamy i Hijikaty, wytłumaczenie tytułu gry i dociągniecie fabuły aż do upadku Hakodate. Hijikata jest moją drugą ulubioną postacią.

Kazama Chikage– demon, który usiłuje uprowadzić Chizuru i jak najbardziej  zatruć życie Shinsengumi. Przez większość gry strasznie irytujący z tym swoim „Jestem prawdziwym demonem, liżcie mi buty, psy”. W grze ma bardzo krótki route, który ma dwa zakończenia: w jednym Chizuru po zobaczeniu końca Shinsengumi z nim zostaje, w drugim Chizuru zostaje całkowicie sama. W tej ścieżce jest chyba najbardziej emocjonalna scena, w której Chizuru, znajduje w Hakodate sponiewieraną flagę Shinsengumi i dowiaduje się o śmierci swoich przyjaciół.

Nie mam ochoty pisać całych streszczeń poszczególnych route’ów głównie dlatego, że gra dostępna jest po angielsku i uważam, że warto ją samodzielnie przeczytać. W szczególności jeśli w jakimś stopniu interesujecie się historią Japonii. Dla mnie przyjemnością samą w sobie było wyłapywanie wszystkich mniejszych i większych szczególików, dotyczących postaci i wydarzeń historycznych. Muszę jednak przyznać, że jeśli nie ma się jakiegoś ogarnięcia w historii dotyczącego upadku shogunatu Tokugawy, to miejscami tekst może wyglądać jak jeden wielki bełkot. Na szczęście Otomate się postarało i w grę wbudowana jest encyklopedia, która wskazuje nowe terminy na czerwono, co bardzo to ułatwia sprawę. Skoro już się czepiam to muszę powiedzieć, że miejscami cały wątek rasetsu i Kodo wychodził mi bokami. Tym bardziej, że w zasadzie we wszystkich ścieżkach dostawaliśmy ten sam bełkot hurr demonz strong durr. Może jest to wina  tego, że ostatnie 3 dni maratonowałam Hakuoki i w pewnych momentach po prostu przewracałam już oczami od nadmiaru dramy. Tak, świetnie rozumiem, że rasetsu są skazani z góry na szybką śmierć; wiem, że Kazama uważa, że demony są lepsze od ludzi. Ileż można. Ogólnie miejscami odnosiłam wrażenie, że autorzy scenariuszy zastanawiali się jakby tu jeszcze dobić czytelnika. I tu dochodzę, do innej sprawy którą chciałam poruszyć. Mianowicie w sieci widziałam opinie według których Hakuoki jest strasznie dołujące. I nie rozumiem czemu ludzie odnoszą takie wrażenie. Smutne? Jasne. Czasem przygnębiające? Oczywiście. Ale dołujące? Osobiście to bardziej odebrałam bohaterów Hakuoki, jako silnych ludzi, żyjących ideałami i dążącymi do ich realizacji nawet w momencie nieuniknionej klęski. I nie widzę w tym nic dołującego, raczej inspirującego. A jedyną sceną którą można by określić jako dołującą była wspomniana wcześniej scena w Hakodate a i ona potem miała nieco inną wymowę. Może za bardzo nad tym myślę ale naprawdę ciężko mi uznać Hakuoki za dołujące.

Inną sprawą jest postać naszej protagonistki- Chizuru. Też często widzę, że rożni ludzie oskarżają ją o całkowity brak charakteru i bycie „wycieraczką”. Chcę tylko zwrócić uwagę, na to w jakich czasach rozgrywa się Hakuoki. Na pewno nie były to realia które sprzyjały by wprowadzeniu jakiejś wymachującej mieczem panienki. Poza tym Chizuru sama mówi, że chociaż odebrała jakaś naukę walki mieczem, to tego nie lubi. Poza tym jako córka, było nie było, lekarza, zdaje sobie sprawę, że walka mieczem to nie zabawa. I o ile Chizuru bywa czasem strasznie męcząca jako protagonistka, to muszę przyznać, że jak na sytuacje w której się znalazła to radzi sobie całkiem nieźle.

Pod względem technicznym Hakuoki prezentuje się bardzo dobrze. Przede wszystkim wybijają się piękne ilustracje Kazuki Yone. Muzyka pasuje do tego co się akurat dzieje na ekranie ale niech mi ktoś wskaże geniusza, który wymyślił, że użycie tego samego BGM do sceny romantycznej i sceny śmierci za dobry pomysł. Poza tym muszę przyznać, że miejscami muzyka mnie po prostu nużyła. Pod względem systemu, to mamy standardowe wybory, bez żadnych udziwnień. Postacie mają po jednym zakończeniu w zasadzie (bad end Okity zaliczony jest jako game over). Boli mnie , to że jest tylko 12 miejsc na zapisanie stanu gry, jak dla mnie to za mało ale lubię sejwować sobie sceny, które miałabym potem ochotę przeczytać jeszcze raz. Z dodatków mamy dostęp do encyklopedii,galerii CG i animacji początkowej oraz animacji końcowych dla poszczególnych bohaterów. Piosenki początkowa i końcowa, są bardzo ładne, osobiście bardziej podobał mi się opening Yami no kanata made. Innym ciekawym dodatkiem jest Record of Service- dzięki któremu możemy wrócić do interesujących nas rozdziałów. Bardzo dobrze działa tez funkcja przewijania poprzednio czytanego tekstu.

Pomimo kilku wymienionych wyżej wad Hakuoki, bardzo mi się podobało i z pewnością wrócę do niego jeszcze kiedyś, tym bardziej, że temat Shinsengumi mnie osobiście bardzo interesuje.

2 thoughts on “[Recenzja]Hakuoki ~Demon of Fleeting Blossom~

  1. Hej hej.
    Przeczytałam dziś kilkanaście wpisów na Twoim blogu. Trafiłam tu przypadkiem dzięki DiaLove i, kiedy zaczęłam czytać, nie mogłam przestać. Pisz dalej ;) Swietnie Ci to idzie.
    W chwili obecnej przerabiam „Hakuouki:Stories of Shinsengumi”, więc powyższy wpis przeczytałam w dużą uwagą. Jestem po ścieżkach Okity i Saitou. Ciesze się, że też lubisz tę grę. Czy grałas również w dodatki? ‚Stories of Shinsengumi” oprócz wersji podstawowej zawiera „Zuisouroku”, które osobiście odbieram jako przeurocze.
    Powodzenia i motywacji do dalszej gry życzę! ;)

    • Hejka, dzięki za ciepłe słowa i przepraszam za późną odpowiedź. FD do Hakuoki nie ruszałam głównie przez to, że nie mam ps3 a i jakoś mnie zbytnio do nich po ukończeniu podstawki nie ciągnęło (*‘ω‘ *)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s