[Recenzja]Shikkoku no Sharnoth~What a Beautiful Tomorrow~

Imperium Brytyjskie, Londyn, rok 1905. Mary Clarissa Christie wraz ze swoimi dwoma przyjaciółkami Angelicą i Charlotte, wiedzie dość spokojne życie studentki uniwersytetu. Od czasu do czasu miewa jednak niepokojące sny na jawie, które wiążą się z prawym, złotym okiem dziewczyny. Spokojną idyllę przerywa nie tylko niepokojące zachowanie Charlie ale także pojawienie się w Londynie istot rodem z koszmarnego snu- Metacreatures. Wkrótce życie Mary będzie zależeć od szybkości jej nóg i tajemniczego mężczyzny w czerni M, który poluje na Metacreatures.

Shikkoku no Sharnoth jest kolejnym tytułem ze steampunkowej serii liar-softu What a beautiful, tym razem akcja rozgrywa się w nieco bliższych zachodnim fanom realich Londynu z początku ubiegłego stulecia. Podobnie jak w Sekien no Inganock fabuła jest epizodyczna z Metacreaturem rozdziału, tym razem jednak   motywem przewodnim jest jutro, strach przed nim i chęć życia w niekończącym się dzisiaj. Ciekawym pomysłem jest wykorzystanie postaci historycznych i literackich z tamtych lat jako bazy dla bohaterów Sharnoth, w związku z czym czasem w  jednej scenie możemy spotkać Sherlocka Holmesa, Winstona Churchilla, Brama Stockera  czy H.P. Lovecrafta. Sama Mary jest odpowiednikiem Królowej Kryminałów Agathy Christie. Mary zresztą jako protagonistka jest naprawdę bardzo sympatyczną postacią, łatwo zrozumieć jej motywy i zachowania i dużo bliżej jej do bohaterki jakiejś dobrego tytułu dla kobiet niż eroge. Z drugiej strony internetowy żart, że seria WAB to najlepsze gry otome coś w sobie ma.Wracając jednak do naszej bohaterki to jest ona dość silną postacią, żeby nie odgrywać ciągle roli panny w opałach i na tyle delikatna ze nie ma się wrażenia że jest Mary Sue, której wszystko przychodzi bez większych problemów. Drugą główną postacią jest tajemniczy  członek grupy przestępczej Society- M, który ratuje Mary przed śmiercią z łap pierwszej z Metacreature. M jest postacią o której dużo dowiadujemy się nie tyle z jego własnych działań, co od postaci związanych z nim w rożny sposób takich jak Sebastian Moran czy Jane Doe.  Ponadto M jest typem zimnego drania, który robi co mu się żywnie podoba nie mówiąc nic nikomu, co zresztą denerwuje Mary. Ogólnie dynamika miedzy Mary a M jest interesująca, coś pomiędzy niechęcią a rodzącą się  w trudach miłością. Oprócz dwójki głównych bohaterów mamy też całą gamę postaci, które mają większy lub  mniejszy w wpływ na historię. W większości bohaterowie Sharnoth są bardzo ludzkimi postaciami z normalnymi (jak na setting) problemami i motywami, które można zrozumieć.

Podobnie jak w przypadku Inganocka mamy w Sharnoth mini-grę. O ile jednak w Ignanocku nie było ona tak strasznie wkurzająca to w Sharnoth czasem miałam ochotę wywalić NEETputer przez okno. Mini-gra polega bowiem na ucieczce przed Metacreature i ich przydupasami Black Fairy oraz zbieraniu głosów w części pierwszej i jak najszybszej ucieczce przed ścigającymi bohaterkami stworami do wyjścia w drugiej. Mary ma do wyboru trzy typy ruchów o 1, 3 lub 5 pól, dodatkowo co jakiś czas pojawiają się karty dzięki którym można dostać jakiś bonus,taki jak np. podniesienie  morale Kitty czy dodatkowe ruchy.W zebraniu głosów pomaga nam Engine Phone naszej bohaterki który pokazuje nam ile pól dzieli nas od głosów. Co by jednak graczowi nie było za łatwo po zebraniu 3 głosów wszystkie stwory na mapie ruszają w pościg za Mary. Oprócz tego bliższe spotkanie z Black Fairy kończy się spadkiem morale, jeszcze gorzej prezentuje się spotkanie z Metacreature, od razu wita nas bardzo rozczarowany M i plansza z napisem  game over. W tym momencie możemy wybrać czy chcemy podjąć jeszcze raz wysiłek użerania się z planszą czy po prostu chcemy się poddać.Jeśli wybierzemy opcje drugą wracamy do menu głównego gry ale jeśli dalej będziemy grać dostajemy dodatkową liczbę dashy i sprintów, więc poddawać się nie należy. Oprócz tego w drugiej części mini-gry mamy możliwość złapania Black Fairy w pułapki, za pewną ilość złapanych BF odblokowujemy szkice i projekty postaci w galerii. Ogólnie polecam do mini-gry użyć solucji (sama używałam tej) bo czasem gierka potrafi wkurzyć.

Pod względem estetycznym Shikkoku no Sharnoth prezentuje ten sam poziom co Inganock. Ilustracje i muzyka tworzą naprawdę świetny klimat w który łatwo się wczuć. Za piosenki w openingu i endingu po raz kolejny odpowiada Rita. W szczególności Dorchadas jest kawałkiem wpadającym w ucho i zostającym bardzo długo w pamięci. Ponadto utwory towarzyszące ucieczce w mini-grach działają motywująco, co przy jej upierdliwości naprawdę jest dużym plusem. Podobnie jak Inganock, Sharnoth nie ma pełnych kwestii mówionych ale istnieje szansa, że nadchodząca reedycja Inganocka, Sharnoth i Celenarii która ma mieć pełny voice acting będzie  kompatybilna z angielskim patchem. Za napisanie Sharnoth odpowiedzialna jest Sakurai Hikaru i podobnie jak w Inganocku mamy tutaj masę powtórzeń, które są częścią jej stylu pisarskiego. Co do scen erotycznych to są one naprawdę erotyczne a nie pornograficzne i tak wplecione w fabułę, że nie sprawiają wrzuconych na siłę. Ciekawą sprawą jest to, że większość z nich doprowadziła mnie bardziej do poczucia beznadziei niż czegokolwiek innego.

Shikkoku no Sharnoth bardzo przypadło mi do gustu i mówiąc szczerze to byłabym w stanie uznać je za grę podpadającą bardziej pod otome niż zwykłe eroge. Ponadto utrzymało mniej więcej ten sam poziom, co poprzedzający je Sekien no Inganock. Osobiście mam nadzieję, że zobaczymy kiedyś tłumaczenie Shiei no Sona-nyl, które jest podobno najlepszą cześcią serii What a beautiful.

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s