[Recenzja]Yo-Jin-Bo

Stary tekst napisany jakiś rok temu  ale sytuacja co do rdzennie japońskich gier otome dalej się nie poprawiła(shit).

Historia jest bardzo prosta: Sayori, należąca do szkolnego kółka historycznego, na jednym z klubowych wypadów znajduje naszyjnik, który jak się potem okazuje należał do księżniczki Hatsuhime. Sama księżniczka objawia się Sayori i prosi ją o ratunek. Wkrótce potem dziewczyny zamieniają się umysłami, w związku z czym Sayori musi grać rolę Hatsuhime i przeżyć  próbę zamordowania księżniczki przez ninja, będących na usługach Harumoto. Sayori oczywiście pomaga grupka całkiem ciekawych panów. Pierwszym z nich jest opiekun Hatsuhime od lat dziecięcych i pierwszy miecz klanu- Muneshige. Następnie mamy trzech przyjaciół, wędrownych najemników: Jinnosuke (Jin)-rudowłosy i porywczy, na dodatek mający pecha w stosunku do kobiet; Yozaburo (Yo)-nadworny shota i na dodatek ninja, Tainojo (Bo chociaż   niektóre niewiasty zwą go James) – cool chara gry, kobieciarz i „lodowa księżniczka”, zajmuje go UFO, reinkarnacja i inne podróże czasoprzestrzenne. Do wesołej grupki dołącza także Monzan (Mon-Mon), wędrowny mnich buddyjski a na dodatek zbol i podglądacz. Drużynę marzeń zamyka „socjopata w okularach”, czyli Ittosai.

Wszyscy wyżej wymienieni panowie są oczywiście bohaterami w których Sayori może się zakochać.

Sama fabuła to właściwie w kółko ta sama ucieczka przed pościgiem Harumoto, zmieniają się jedynie bohaterowie, co może nie co nużyć. Każdy z bohaterów ma jedno dobre zakończenie i jedno złe.W złych Sayori zostaje przeniesiona z powrotem do swojego czasu, w dobrych zwykle zostaje ze swoim chłopakiem w czasach Hatsuhime (wyjątkiem jest Jin, ale to główny facet w tej grze). Po uzyskaniu wszystkich dobrych i złych zakończeń,zostaje odblokowany extra ending- Club Yo-Jin-Bo.W nim dla odmiany panowie przenoszą się w czasy Sayori, gdzie otwierają własnych host club.Na dodatek Club Yo-Jin-Bo jest zakończeniem haremowym ;). Najbardziej podobał mi się good end Ittosaia (po prostu go lubię) i Muneshige. Ze złych zakończeń najbardziej ruszył mnie ending Mon Mona- nie był przedramatyzowany a ładnie pokazał, że Mon2 pamiętał o Sayori.

Pomimo całej tej stereotypowości czyta się to wspaniale, co jest głównie zasługą tony humoru i masy nawiązań od Pokemona, przez Gundama, Mazingera, stereotypy w grach otome (lodowa królewna, psychol w okularach), na subtelnych odwołaniach do Escaflowne kończąc (odwołanie do Esci rozbroiło mnie totalnie). Oczywiście nie samą komedią człowiek żyje, więc cześć bohaterów ma za sobą traumatyczne przeszłości, historia na szczęście nie popada w jakiś melodramatyzm a raczej pokazuje, że bohaterowie mają swoje powody do takich a nie innych zachowań.

Co do otoczki graficzno-muzycznej, to powiem, że wypada to rożnie.Sprite’y postaci są ładnie zrobione, tła nawet oblecą, za to z  CG jest różnie. Niekiedy są naprawdę bardzo ładne a niekiedy człowiek się zastanawia, kto to zatwierdził, bo wyglądają jakby rysownik inspirował się niskobudżetowym animcem. Muzyka jakoś nie specjalnie się wybija, za to na plus idą chara- songi, które lecą w tle walk. Do tego piosenki końcowe są całkiem przyjemne. Gra  ma standardowy voicing, tzn wszyscy bohaterowie minus Sayori.

Yo-Jin-Bo było dla mnie całkiem miłym i zabawnym czytadłem. Poza tym jest to jak pisałam na początku, jedyna gra typu otome po angielsku ( nie liczę fanowskich projektów i grupy pracującej nad tłumaczeniem IMM i UTM). Całość oceniam na 7-8/10 + do niektórych scen wracam z całą przyjemnością (onsen!).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s